olulary - ciufcia.pl

Nie wiem jak wy, ale ja mam problem z wytłumaczeniem dziewczynom, że coś jest dla zdrowia. Według moich córek to żaden argument. Usiłuję wejść w skórę 4, 6 czy nawet 7-latka i faktycznie – chyba niezbyt to przekonywujące. A jednak czasem musimy namówić dzieciaki do współpracy w mniej przyjemnych dla nich kwestiach. Łyknąć gorzkie lekarstwo, czy wmusić trochę szpinaku – to pikuś . Ale są też sprawy dużego kalibru. I tu trzeba się nakombinować…

Mamusiu, ja nie chcę nosić okularów!

O tym co musiało się stać, żeby Ania (prawie 7-latka) zaczęła nosić okulary opowiada Renata, mama Ani i Mikołaja (1,5 roku)

Od jak dawna Ania nosi okulary?
Nie wiem, przestałam już zapisywać wszystkie ważne wydarzenia w jej życiu. Ale to było chyba z zimie. Miała wtedy jakieś 6,5 roku.

Skąd nagle te okulary?
Wyszło w przesiewowych badaniach w szkole, że Ania ma wadę wzroku. Choć właściwie to nie wiem, co wyszło, bo nie umiałam rozszyfrować karteczki z badań. Jedyne co rozszyfrowałam, to czerwoną pieczątkę z napisem, że konieczna konsultacja u okulisty.

Jak się Ania dowiedziała, że będzie nosiła okulary, to…?
Rozpacz. Mega stres. Była bardzo dzielna podczas badania, a trwało to strasznie długo. Ale jak pani doktor na koniec popatrzyła jej głęboko w oczy i powiedziała, że chyba będzie trzeba nosić okulary, już widziałam łzy w jej oczach. A potem, już przy wyjściu: mamusiu, ja nie chcę nosić okularów!.

Dziwne. Niektóre dzieci odwrotnie: ściemniają bo bardzo chcą nosić okulary.
Eee, to starsze. Gimnazjalistki.
W każdym razie ona postawiła sprawę dramatycznie: zrobię wszystko, mogę nawet spać w tych okularach, tylko nie każ mi w nich iść do szkoły.
I nic, nic nie działało.

Masakra. I jak ją przekonaliście?
To było jeszcze tego samego dnia. Po wyjściu z badań, szłyśmy razem do mojej pracy. Całą drogę tłumaczyłam jej, że to dla jej zdrowia, że teraz są takie śliczne oprawki… Nic do niej nie docierało. Dopiero w pracy, zagadała ją moja koleżanka, którą Ania bardzo lubi… Zdążyłam szepnąć jej na ucho, że Ania ma kiepski humor, bo będzie nosiła okulary. No i ona mówi: Ania, słuchaj, słyszałam, że będziesz nosiła okulary. Zobacz jakie ja mam super nowe oprawki. Jaki kolor lubisz najbardziej? Fioletowy? No to musisz sobie kupić piękne fioletowe oprawki. Ja lubię czerwony. Widzisz, ja ci pokażę moje nowe czerwone oprawki. I wyciąga takie super sportowe okularki.
I słuchaj, nic więcej nie musiałam Ani tłumaczyć. Jak wyszłyśmy z pracy, miałyśmy jeszcze pół godzinki do basenu i ona nagle sama: mamo, może pójdziemy do optyka…

Nie!
Serio. Sama z siebie.

Mierzyła?
Mierzyła. Sama sobie wybrała oprawki. Nie wtrącałam się.

Ale do szkoły nie od razu je ubrała?
Skąd. Miała zresztą obiecane, że przez pierwszy tydzień nie będzie musiała nosić okularów w szkole. Mogła w nich chodzić tylko w domu. Ponieważ Ania ma astygmatyzm, był problem z tym, że ona na początku naprawdę źle widziała w tych okularach. Wszystko się jej rozmywało.

Przerąbane. Trudno dzieciaka przekonywać, że to dla jego dobra, jak w rzeczywistości widzi tylko gorzej…
Nawet dzwoniłam do okulistki i pytałam, czy to jest normalne. Okulistka mówiła, że to nawet do miesiąca może potrwać zanim się oczy przyzwyczają.
Tylko że ja nie wiedziałam, na ile Ania faktycznie źle widzi, a na ile zmyśla, bo nie chce w nich chodzić.

Czego się bała? Że się będą z niej śmiać? Moja Zośka, jak zmieni fryzurę, to się boi, że nikt nie pozna w przedszkolu.
Nie. Po prostu u niej w klasie nikt nie nosił okularów. Tylko jeden chłopiec, ale on zakładał tylko do zajęć. Ona się po prostu bała jak dzieci zareagują.

A jak zareagowały?
W porządku. Dziewczynom się podobały oprawki. A większa część w ogóle nie zauważyła.

Nikt się nie śmiał?
Nie, jakby ktoś się śmiał, to by była afera. Na szczęście nie.
Ja część osób znajomych, rodzinę, zdążyłam nastawić, że ma być wielkie „wow” jak zobaczą Anię.

Wiem, do mnie też dzwoniłaś. I co, nosi teraz? Bez ściemy?
Teraz się już przyzwyczaiła. Ale myślę, że to zasługa tej koleżanki. Z nieba mi spadła.

P.S.: Bez ściemy: dziś widziałam Anię. Okulary: miazga! Zośka też chce takie.

Autor: Maja Dobkowska