księżniczka    Sklepy z ubraniami dla dzieci wywołują u mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony fikuśne sukienki, spodnie w śmiałych, żywych kolorach, buciki w kropki wywołują u mnie rodzaj zachwytu połączonego z rozczuleniem. I gdyby nie ich ceny – często z kosmosu, pewnie na niejeden fatałaszek dałabym się skusić. Z drugiej strony pojawia się refleksja: czy to MOŻE być wygodne? Czy moje wiecznie biegające, tarzające się w trawie, wspinające się na wszystko, co się da, dziewczynki zechcą założyć coś, co tak mocno ogranicza ich ruch? No i czy to, że mnie zachwycają fiołkowe spodnie i falbaniasta bluzeczka, pokryje się z ich wyborem? A jeśli nie, to co? Czy szanować ich autonomię i pozwolić im decydować? Ale przecież jako mama mam obowiązek kształtować ich gust. I raczej powinnam to robić, nim zrobią to za mnie reklamy telewizyjne, czy modowy mainstream w przedszkolu… Ech, trudne to.

O zestawach kropkowo-paskowych, białych rajstopkach i uporczywych plamach

Z Agnieszką, mamą Marty (4 lata) rozmawiam o dylematach między modą a wygodą.

Aga, ratunku, zaczęło się… Dziś moja 3-letnia Basia po raz pierwszy oprotestowała w sposób bardzo stanowczy strój, który przygotowałam jej do przedszkola. A potem przybiegła z jakąś fikuśną spódniczką, o której w ogóle nie wiedziałam, że ją ma…

Pytam cię jako mamę trochę starszej córki: czy Marta też tak ma?

(śmiech)

Tak, Marta też tak ma. I zaczęło jej się to mniej więcej w wieku trzech lat…

Aha, czyli wszystko przede mną?

Na to wygląda. Ale wiesz co, ja mam wypracowaną taktykę: przygotowuję jej zestawy do wyboru, z których ona ma wybrać wybiera jakiś jeden. Chociaż zdarza się też, że wybierze sobie jakiś miks: próbuje sobie coś podmienić między zestawami. Co daje opłakane rezultaty: na przykład połączenia kropek z paskami…

to modnie!

…czy też fioletu z czerwienią… lub innych połączeń kolorystycznych, które mocno gryzą w oczy.

I co wtedy robisz? Akceptujesz?

Tak, staram się. Ja w dzieciństwie toczyłam straszne wojny z mamą, która upierała się, żebym zakładała konkretne rzeczy, które, uwaga, najczęściej nie pasowały kolorystycznie, co mnie strasznie przeszkadzało. Więc teraz staram się zacisnąć żeby i pozwalam jej iść do przedszkola ubranej czasem hmmm… ekstrawagancko.

I co, przepraszasz panie na wstępie za wygląd swojej córki?

Nie, ale zdarzyło mi się powiedzieć: „Marta dziś ubierała się sama”.

O, to fajne! Marta może poczuć się dumna, jak to słyszy, a ty możesz puścić oko do pań.

Słuchaj, a taki proces negocjacji z tymi zestawami, to ile wam zajmuje, Matko Boska?

Eeee, już teraz niedługo. Początkowo faktycznie sporo czasu zajmowały przepychanki, głównie dlatego, że proponowałam ubrania, które nie należały do ulubionych, bo.. widziała je po raz pierwszy. Ale w tym momencie dosyć sprawnie to idzie i to niezależnie od tego czy proponuję znany i lubiany ciuch czy coś, co dopiero trafiło do jej szafy. Czasem, żeby przyspieszyć sprawę ograniczam się do dwóch zestawów. A dzisiaj na przykład miałyśmy umowę: Marta dostała nową sukienkę, zresztą bardzo ładną. Wiadomo było, że będzie ją chciała założyć. Więc pozwoliłam jej i dałam jej tylko do wyboru dwa rodzaje rajstop i dwie bluzki. I szybko poszło, dosłownie w trzy sekundy.

A jakie ubrania lubi Marta?

Na pewno nie różowe. Bo o dziwo, jej ulubionym kolorem nie jest różowy.

Gratuluję! Jak to zrobiliście?

W jej otoczeniu zawsze było dużo niebieskiego, błękitu. Od pierwszych dni, bo do końca nie wierzyłam, że Marta będzie dziewczynką. Więc postanowiłam nie urządzać wszystkiego na różowo i jej pokój zrobiliśmy na niebiesko. I od zawsze wiele niebieskich rzeczy się u nas pojawiało. I właśnie, o dziwo, jej ulubionym kolorem jest niebieski.

Nie masz kłopotu z kupowaniem niebieskich ubrań dla dziewczynki?

Nie, jakoś nie. Jest sporo niebieskich ubranek, butów. No i jeans jest niebieski.

No właśnie, jak ze spodniami? Moja starsza Zosia miała jeden taki rok, że przez cały rok nie ubrała żadnej sukienki. Potem był następny rok, w którym spodnie poszły w odstawkę i tylko sukienki były akceptowane.

Nie, u nas nie ma reguły. Mogą być spodnie, ale wygodne. Zauważyłam, że jeśli Marta wybiera spodnie, to miękkie. Jeansy już nie wszystkie są ok. Szkoda, bo czasem fajnie wyglądającej rzeczy nie założy. Ale z drugiej strony nie dziwię się jej…

Czyli dla Marty ważniejsza jest wygoda, niż moda. A na co ty zwracasz uwagę wybierając ubrania dla Marty?

Ja mam to szczęście, że większość ubrań mam po dzieciach koleżanek. Mam ze trzy albo cztery koleżanki, które mi podrzucają ubrania dla Marty, dzięki temu w naszej szafie panuje dość duża różnorodność. Tak na marginesie: bardzo chce mi się czasem śmiać, bo ludzie są często gotowi wyciągać wnioski o statusie majątkowym rodziców po metkach na ubrankach ich dzieci. No, a moje dziecko ma parę ciuchów znanych i drogich marek, których oczywiście nie kupiłabym sama.

Ale można się lansować.

No to co, moda, czy wygoda?

Przede wszystkim kieruję się wygodą i pogodą. Co prawda obecna pogoda mocno utrudnia dobranie garderoby i na przykład dzisiaj za ciepło ubrałam Martę.

Zazwyczaj staram się dawać jej ubrania takie, żeby mogła się sama ubrać, lub rozebrać w zależności od temperatury. Jestem ostrożna z sukienkami, czy spódnicami jako strojem do przedszkola i Marta w zasadzie nosi je tylko w sezonie letnim a i tak zdarza się, że zakładam pod nie leginsy. Wiem, że będzie w przedszkolu bawiła się na ziemi, w ogrodzie będzie siedzieć na trawie.

Ale proszę cię, powiedz, że ty też tak masz, jak ja: czasami nie mogę się oprzeć i zakładam którejś z dziewczynek coś, co nie bardzo jest adekwatne, ale za to wygląda w tym odjazdowo.

Też tak mam. Dzisiaj tylko chwileczkę się zawahałam czy białe rajstopki będą dobrym pomysłem na przedszkole. Ale ponieważ kupiłam je dlatego, że Marcie bardzo się podobały i idealnie pasowały do sukienki, znalazły się wśród dwóch par zaproponowanych Marcie. No i poszła w nich.

No to pewnie masz jakiś dobry sposób na plamy poprzedszkolne?

Jak do tej pory nie miałam większych problemów z plamami.

Dobra jesteś!

Namaczanie działa, długie namaczanie i/lub odplamiacz.

Ewentualnie, rzeczy z plamami, które są beznadziejne nadają się na przykład jako bluzeczki pod sukienkę na ramiączkach.

Ja w takich przypadkach mówię do męża „spoko, powiemy, że się ubrudziła w drodze do przedszkola„.

P.S. Dziś (a mamy sobotę) dzieci wstały rano i przebrawszy się w stroje księżniczek wyciągnęły farby… Namaczanie, tak? Spróbujemy…