pan przedszkolanek

 

Przedszkolanek dla przedszkolaczka

„Mamo, ciekawe jaka będzie moja pani?” zapytała pewnego sierpniowego dnia moja szykująca się do przedszkola córeczka. Też się nad tym zastanawiałam. I przez myśl mi nawet nie przeszło, że zamiast „pani” mógłby być „pan”. Mimo, że znam osobiście pana Michała, bohatera tego wywiadu, a także jeszcze kilku „panów przedszkolanków”, którzy skutecznie udowadniają, że w przedszkolach jest miejsce dla nauczycieli obu płci.

O tym, że czasem nie warto ulegać stereotypom, rozmawiam dziś z Anią, mamą Adasia (10 lat), Marty (6 lat) i Ignacego (4 lata)

 

 Aniu, czy to prawda, że twoja córka Marta miała w przedszkolu… hm…. nawet nie wiem jak go nazwać… Pana przedszkolaczka…?

 (śmiech)

Tak, to prawda. Marta chodziła do jego grupy dwa lata, czyli przez całą swoją „karierę” w tym przedszkolu.

Nigdy o tym z Wami nie rozmawiałam. Jak to było? Czy wiedzieliście o tym wcześniej, zanim Marta zaczęła przedszkole? Czy to był problem dykutowany w Waszej rodzinie?

Wiedzieliśmy, że tak będzie. Problemu nie mieliśmy ani cienia, ale to akurat, myślę, mogło trochę wynikać z zaufania do placówki jako takiej, którą już znaliśmy, jako przedszkole naszego starszego dziecka. Po prostu: wiedzieliśmy, że jeśli ten pan tam pracuje, to znaczy, że jest najlepszym przedszkolankiem na południu Polski i będzie super.

I co, było? Pan nie krzyczał na dzieci?

Nie! W życiu nie słyszałam podniesionego głosu tego człowieka! Pan Michał jest synonimem kojącego, spokojnego człowieka.

Zdziwieni?

Trochę. Ale najbardziej dziadkowie. Generalnie to był problem zwłaszcza dla dziadków. Babcia, prababcie: dla nich to był trudny temat. One nie do końca się z tym dobrze czuły, że to jest pan, a nie pani.

Możesz powiedzieć na czym te obawy polegały?

Myślę, że dużo się słyszy o wykorzystywaniu seksualnym dzieci – to jest chyba głównie to, co ludziom siedzi za uszami wokół tego tematu.

Serio? A ja myślałam, że to takie obawy na poziomie stereotypów: czy pan ją będzie umiał ubrać, uczesać, nakarmić, zabawić…

Wydaje mi się, że taki mit, że mama się super opiekuje dziećmi, a tata zarabia na rodzinę, powoli padł. I to się już chyba powoli przenosi też do przedszkola – tatusiowie świetnie zajmują się dziećmi i przedszkolanek też świetnie sobie poradzi. Ja w ogóle miałam poczucie, że dla mojej Marty to, że wychowawca będzie mężczyzną, to będzie coś super mobilizującego i fajnego.

Czy babcia teraz, po tym doświadczeniu z Martą zmieniła zdanie?

Babcie się wyluzowały mniej więcej po 3, 4 miesiącach. Marta uwielbiała przedszkole i wszystko było w porządku. I same dobre rzeczy przynosiła z przedszkola. Więc myślę, że to była taka nieufność na dzień dobry.

A jak inni rodzice reagowali?

Nigdy nie słyszałam, żeby to był problem. Ale możliwe, że na początku był. Ja też się zastanawiam, czy gdybym poszła do samorządowego przedszkola i tam się dowiedziała, że moje dziecko ma pana wychowacę, to czy moja reakcja byłaby równie spokojna? Czy bym się jednak nie obawiała? Nie wiem. Być może miałabym wątpliwości.

A jak Marta zareagowała kiedy pierwszy raz stanęła w drzwiach przedszkola i zobaczyła pana?

Dla niej było to zupełnie naturalne. Myśmy w domu temat ucinali, chyba głównie właśnie po to, żeby Marta nie słuchała, żeby się nie zstanawiała nad tą sytuacją: czy jest normalna, czy tak ma być, czy nie. Po prostu chcieliśmy, żeby przyjęła ten stan rzeczy. W tym przedszkolu nauczyciele zresztą działają w duetach. Więc w jej grupie zamiast dwóch pań była pani i pan. To prawie jak mama i tata.

Czy to była jakaś karta przetargowa dla was, albo dla dziadków, którzy, jak mówiłaś, mieli więcej wątpliwości? Że będzie też „normalna” pani?

Nie, ja o tym w ogóle nie myślałam. Chyba dosyć szybko stwierdziliśmy, że my z tym nie mamy żadnego problemu, że to jest super sytuacja. Myślę, że to był najlepszy zestaw nauczycielski spośród wszystkich z jakimi miałam do czynienia w mojej karierze mamy – a już było ich trochę, przy trójce dzieci.

Najlepszy w czym?

Na pewno w stosowaniu nietereotypowych rozwiązań. Podam przykład: w grupie były trzy dziewczynki. Kiedy pracowali nad przedstawieniem, pojawił się problem, która z nich zagra królewnę. I w końcu zrobili tak, że tę samą królewnę zagrały trzy różne dziewczynki jednocześnie. Uważam, że to jest genialne. Nie wiem, które z nich to wymyśliło, ale myślę, że takie pomysły rodzą się w dobrze uzupełniającym się zespole.

To też kwestia charakterów akurat tej dwójki nauczycieli.

Oj tak.

A gdybyś tak popatrzyła bardziej uniwersalnie: co Marta wyniosła z samego faktu, że jej wychowawca był płci męskiej?

Trudne pytanie… Wydaje mi się, że akurat moja Marta generalnie jest taka, że jest nastawiona bardziej na mężczyzn niż na kobiety. I w jej zdyscyplinowaniu, jej mobilizowaniu ten element pomógł. Paradoksalnie wydaje mi się, że mogłoby być trudniej Marcie sobie poradzić, gdyby to były dwie panie.

P.S. Panie Michale, pozdrawiamy!