tata i dzieci na wakacjach

 Dla niektórych: najnormalniejsza w świecie sprawa, dla innych: wyczyn nad wyczyny. Dzisiejsi tatusiowie kąpią, chodzą do lekarza, gotują zupy, podcierają pupy. Ale jechać z dziećmi samemu na wakacje? Ja osobiście znam tylko kilku takich tatusiów. Dziś rozmawiam z Januszem, który niedawno wrócił z Czech z obozu pod namiotami.
A razem z nim 2,5-letnia Hania i 4,5-letni Wojtek.

Dobre przeżycie

Witaj bohaterze!

[śmiech]

Pojechałeś sam na wakacje z dwójką dzieci. I to pod namioty. Za granicę. Skąd taka decyzja? Tak miało być od początku?

Mieliśmy jechać wszyscy razem, ale plany się trochę zmieniły, więc mama Hani i Wojtka zdecydowała, z różnych powodów, że zostaje.

A jak dzieciaki zareagowały na wiadomość, że jadą tylko z tatą?

Liczyło się to, że zapowiada się przygoda. Fakt, że bez mamy, nie był w stanie tego zepsuć. Dzieciaki w ogóle na hasło: „jedziemy!” popędziły pakować plecaki. Hania spakowała swoją krowę, Wojtek tygryska, przyczepili sobie po karimacie do plecaka i przez ten czas kiedy ja pakowałem auto, oni krążyli wokół mnie cały czas z plecakami na plecach, w pełnej gotowości. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, Wojtek złapał latarkę i pobiegł z dzieciakami do lasu. I tak biegali z tymi latarkami po lesie, że do wieczora prawie w ogóle nie widziałem dzieci.

Jak długo byliście sami?

Od środy do niedzieli. Ale nie całkiem sami. To był obóz w Czechach, trochę jakby harcerski, ale nie do końca, bo były tam rodziny z dziećmi.

Dla twoich dzieci nie był to pierwszy raz pod namiotami, mimo, że Hania ma dopiero 2,5 roku.

Tak, rok temu byliśmy na podobnym obozie. Z tym, że byliśmy wtedy we czwórkę, także Hania była z mamą. A teraz była już na tyle duża, że świetnie sobie dała radę bez mamy. Poza tym starszy brat Wojtek się nią opiekował.

Wiem, wiem. Widziałam niedawno jak twoje dzieci radzą sobie w warunkach polowych – szacun. Ale co z Tobą? Było ci ciężko? Żałowałeś decyzji, że pojechałeś z dzieciakami sam?

Na początku trochę się obawiałem, czy zdołam wszystko ogarnąć. Ale nie. To były jedne z fajniejszych wakacji jakie miałem.

A czy była jakaś sytuacja typowo kobieca, w której czułeś, że byłoby ci łatwiej, gdybyś był kobietą?

Nie, ja byłem zdecydowanie w roli tatusiowej. Co nie przeszkadzało, że jak był podział: mężczyźni szli po drewno, a kobiety szły z dziećmi klaskać rączkami i grać w zabawy typu „stary niedźwiedź mocno śpi”, to ja szedłem z mamusiami.

No i jak ci tam było?

Śmiałem się bardzo i pozostali też. Ale nawet kiedy dołączałem do tamtych mam, to byłem w roli tatusiowej.

Ale szczerze: nie miałeś momentu, że pomyślałeś: Jezuuu…, nie wytrzymam?

No dobra, był taki moment… Chciałem wieczorem napić się piwa, ale Hania dostała biegunki. Pobiegłem ją umyć, potem wyprać majtki, a potem.. no wiesz, od nowa. Potem Wojtek zrobił kupę, potem znów Hania… I tak było przez cały wieczór.

Masakra. Ale ogólnie dawałeś radę?

Zdecydowanie się wyłamywałem, zawsze byłem ostatni, kiedy gdzieś wychodziliśmy i ostatni, kiedy wracaliśmy. Ostatni siadaliśmy do śniadania i ostatni kończyliśmy.

Czasem ktoś mi pomagał w jakiś tam drobiazgach – na przykład jak Hania miała różową pupę, ktoś mi pożyczył „mazanko do zadka”. Takie drobiazgi. Generalnie byłem dość wyrozumiale traktowany.

O tak, „wyrozumiale”… Pewnie dziewczyny były tobą zachwycone. „Taki odważny tata…”

Nie, tam wszystkie dziewczyny miały swoich mężów, więc nikt mnie nie podrywał. Rok wcześniej zresztą było wielu tatusiów samych z dziećmi, bo było zimno, deszcz i błoto i niektóre mamy zdecydowały się wrócić z najmłodszymi dziećmi do domu.

No to co, wypocząłeś choć trochę na tych wakacjach?

Zdecydowanie tak.

Ściemniasz.

Serio. Bo to było na prawdę fajne przeżycie. Dobre przeżycie.

A co ci to dało?

Mnie? Na pewno poczucie pewności, że potrafię się w takiej sytuacji odnaleźć. Na pewno dużo zaufania do dzieci, bo… na przykład mogłem liczyć na Wojtka, że mi w jakiś drobnych rzeczach pomoże. Mogłem mu powiedzieć: „Wojtek, pomóż Hani, weź ją za rączkę, bo ja w tej chwili nie mam wolnej ręki”, albo „Wojtek idź z Hanią po kanapeczki a ja przyniosę wodę”.

Bardzo fascynujące było obserwowanie jak się zmieniają role społeczne i relacje między dziećmi. Na co dzień jak są z nami, to potrafią, jak to bywa, nieźle się nawzajem sponiewierać. Ale tu Wojtek wchodził w rolę dużego braciszka – opiekuna Hani, a Hania z kolei czuła się przy Wojtku bardzo pewna. Często powtarzała dzieciom „A wiecie, że mój brat chodzi do przedszkola?” – to pokazywało, że jest bardzo dumna. Wojtek może nie okazywał bezpośrednio tej dumy, ale za to potrafił stanąć w jej obronie, zaopiekować się Hanią, wziąć ją za rączkę i gdzieś zaprowadzić…

Co ciekawe, poczuli się też oboje obrońcami… mnie. Raz Hania dostrzegła, że moje bębenki stoją bez opieki pod namiotem i dzieci na nich grają. Zaraz zaalarmowała Wojtka i chcieli zrobić pogrom w obronie mojego mienia. Oczywiście musiałem im wytłumaczyć, że nic złego się nie dzieje, ale w głębi ducha byłem też dumny.

Bo w ogóle dzieci na wakacjach zachowują się inaczej, prawda?

Oj tak. Wszyscy na wakacjach zachowujemy się trochę inaczej.

 

P.S. Oczywiście same na wakacje z dziećmi jeżdżą też mamy! I nas też proszę nazywać bohaterkami!